Jak zawsze leżała obok swojej jaskini z swoimi dziecmi. Było ich 3 i leżały obok siebie wtulone a ona patrzyła w nie. Nagle popatrzyła w dal w piękny widok natury, mieszkała ona z dziecmi i ukochanym na górze z, której widać piękny widok na w dal las i polane na, której pasą się jelenie i sarny, niedaleko było jezioro z, którego czasami łapali ryby, ale ich głównym pożywieniem były jelenie i sarny. Spojrzała przed siebie widząc swojego ukochanego, który zwał się UkoWater. Szedł z podkuloną łapą, gdy doszedł do swojej ukochanej położył się obok
- Złamałem łapę
- Jak to się stało ?
- Próbowałem złapać sarnę, niby rzecz prosta, ale jak wywijała to aż trudno opisać... pewna, że chcesz słuchać ?
- Dzieci śpią, a ja nie mam nic do roboty... mów mi co i jak..
- A zatem z rana jak mnie posłałaś bym poszedł po jedzenie, poszedłem na polane, tam wypatrzyłem młoda sarnę, a co najdziwniejsze obok niej nie było ani matki, ani ojca... wiec to wykorzystałem i zacząłem ją gonić, a ona jakby biegała już ze 100 razy co jest nie zbyt widziane u małych saren. Robiła takie uniki przed moimi kłami, ze nie dało jej złapać... aż nagle pobiegła w środek lasu, po drodze był kamień, którego nie widziałem, ona go przeskoczyła i uciekła a ja się potknąłem i spadłem na ziemie... leżałem tak z 3 minuty... ból łapy jest nie do opisania i ledwo tutaj doszedłem ...
- Smutne...
- Dzieci nie mają nic do jedzenia... co mamy robić ?
- nie wiem... trudno wytrzymają jedną noc bez jedzenia... jeżeli jutro łapa nie przestanie ciebie boleć, ja pójdę na polowanie...
- Ale jak to ? oj nie nie nie ! a co z niedźwiedziami ? mam złamaną łape, nasze dzieci będą łatwym celem ! nie obronie ich tak jak ty !
- Pójdę o 15... o tej godzinie niedźwiedzie z naszej okolicy zazwyczaj śpią... są minimalne szanse, żeby zachciało im się iść po nasze maleństwa, tym bardziej iż wiedzą, że żaden niedźwiedź nigdy ich nie tknął...
- Nie tknął bo ty ich broniłaś !
- I nie tknie, bo żaden z nich nie wie, że jutro zamiast ciebie pójdę ja na polowanie... jesteśmy do siebie podobni !
- Możliwe...
Zmrużył oczy i sie położył obok swych dzieci, a WaterSheo wstała i usiadła na skale patrząc się w dal na sarny, które szczęśliwie skaczą na polanie bo żadna z nich nie ucierpiała przez wilki, i na ryby skaczące w wodze, które się cieszą, że wilki ich nie ruszały od tygodnia. A w dali las w, którym ptaszki ćwierkają i małe niedźwiedzie, które się bawią pod okiem ich niedźwiedziej matki. A jeszcze dalej w dali widac biegnące wilki natury, które szukają świeżych roślin dla swoich dzieci
- Te to maja fajnie... nie musza polować na mięso, wystarczają im tylko rośliny i maja całe dni z głowy...
Myślała WaterSheo. Odwróciła się w strone swojego ukochanego, który wtula się w 3 dzieci. Byly to dwie małe samiczki i samiec, wszystkie rodzaju wody. WaterNunu i Waterchicka bo tak nazywały się samiczki leżały obok swojego braciszka WaterFor, który leżał swobodnie wtulony w swoje siostry i ojca. WaterSheo nie wyobrażała sobie życia bez nich, te wszystkie chwile spędzone z nimi, pierwsze wycie WaterFor, pierwsze wstanie na wszystkie łapki WaterNunu i pierwsze wypowiedziane słowo przez WaterChicka, czyli ,, mama i tata " to były piękne wspomnienia WaterSheo, która je sobie przypominała. Słońce zachodziło a WaterSheo patrzyła na zachód słońca, za nią spała cała rodzinka, gdy nagle obudziła się WaterChicka, która podeszła do mamy
- Mamo
WaterChicka usiadła obok WaterSheo
- Tak ?
- Brzuch mnie boli
- To źle...
- Bardzo..
- Hmmm widzisz te roślinki obok jaskini ?
- Tak
- Idź i je zjedz...
- Dobrze
WaterChicka poszła i zjadła te roślinki, od razu jej sie polepszyło i pojawił się uśmiech na twarzy. Poszła i położyła się obok taty wołając mame
- Mamo chodź spać !
- Już idę
Odpowiedziała WaterSheo kładąc się obok WaterChicki i swoich innych dzieci, wtulając się w ich puszyste futerko
- Dobranoc
- Dobranoc mamo...
Następnego dnia
WaterSheo wstała z samego rana przed dziećmi i ukochanym, żeby oglądnąć wschód słońca, usiadła na krańcu skały wpatrując się w słońce, nagle wszystko ucichło, zero dźwięku, tylko szum liści, i wydawało się jej, że robi sie mgła, choć żadnej nie było. Nagle się ogarnęła, bo WaterNunu wtuliła się w jej sierść i wepchnęła się jej pod nogi patrząc do góry z wzrokiem, który dawał wyraźnie znać, że jest bardzo głodna
- Mamo...
- tak ?
- Głodna...
- Wiem kochanie... idę zbudzić tatę, a ty idź pobawić się z rodzeństwem
- Dobrze
WaterNunu poszła się pobawić z rodzeństwem w pobliżu jaskini, a WaterSheo położyła się obok UkoWater i trąciła go swoim zimnym czarnym nosem w ucho
- Wstawaj !
Wykrzyknęła mu do ucha, a on otworzył oczy, po czym podniósł głowę i ziewną
- Dzień dobry kochanie
Powiedział te słowa liżąc w ucho WaterSheo
- Tak, tak dzień dobry
Odwzajemniła się
- I jak łapa ? polepszyło się ?
- Niby tak, ale dalej czuje ból...
- Wstań
UkoWater wstał i od razu się przewrócił
- Ghrrr
- Dzieci sa głodne, będę zmuszona iść sama zapolować
- Ale... ja nie dam rady się zająć dziećmi ! sama widzisz, ledwo stoję... w ogóle nie stoję ! dzieci uciekną za skałę, a tam niedźwiedź je pożre ! a ja nei będe w stanie je uratować
- Dasz radę... no może nie jest 15... ale muszę ! one są za młode by tak długo nie jeść... przypominam iż jesteśmy wilkami wodnymi a my szybko robimy się głodni...
- Eghr.. może weź je ze sobą !
- Nie będę miała jak ich upilnować ! będę zajęta polowaniem
- Hmm zawołaj je..
- DZIECI !
Wykrzyknęła i wszystkei ładnym rządkiem przybiegły do niej
- Słuchać uważnie, teraz macie leżeć obok taty i nie ruszać się za daleko ! rozumiecie ! możecie z tata poćwiczyć wycie... jak wrócę z jedzeniem i zjemy, pójdziemy nad jezioro pouczyć was oddychania pod wodą
- TAK JEST !
Wykrzyknęły dzieci siadając wokół taty. WaterSheo miała już biec, ale nagle zatrzymała ja Nunu
- Mamo...
- Tak ?
- czemu to nie tata idzie po jedzenie ?
- są to sprawy dorosłych...
- Mamo...
- Co jeszcze ?
Nunu podbiegła do WaterSheo i przytuliła sie do niej
- Czemu się tak żegnasz ? nie idę na cale życie, za chwile wracam...
- nie wiem..
Odpowiedziała Nunu i wróciła do rodzeństwa i taty
WaterSheo pobiegła, było lato i słonecznie a ona ,, zjeżdżała " z górki na, której żyję z rodziną. Usiadła i zjeżdżała, zabawy miała po ubaw, wokół jak zjeżdżała były drzewa, u szum liści. Zjechała z górki, popatrzyła się w górę słysząc wycie wilków, wiedziała, że to są to jej maleństwa, które uczą się wycia. Ruszyła do polany, nagle zauważyła sarnę.
- Wielkie mięcho... starczy nam na cały dzień i na jutro rano !
Wyszeptała zakradając się wśród liści co raz bliżej do sarny, wyszykowała się, wystawiła dupę w górę a ciało w dół, ostrę zęby jak brzytwa wystawiła i rzuciła się biegiem w sarnę, która z opóźnioną reakcją zareagowała co oznaczało już jej przegraną, WaterSheo wbiła swoje kły w dupę sarny, a ta się przewróciła, reszta saren uciekła. WaterSheo z uśmiechem wiedziała, że zapewniła swojej rodzinie pyszne jedzenie na cały dzień. Zaczęła skubać sarnę z futra, gdy nagle usłyszała wycie o pomoc, jednak olała to bo myślała, że jej dzieci ćwiczą. Gdy skończyła skubać sarnę z futra usiadła obok niej patrząc się na sarny, które stoją niedaleko niej i wpatrują się z dziwieniem, gdy nagle jedna z młodszych wykrzyknęła
- Czemu polujesz ty a nie UkoWater ! ?
po czym WaterSheo popatrzyła na dziecko sarne, ale nie odpowiedziała jej tylko zaczęła jeść kawałki mięsa by była już najedzona i by miała mniej ciężaru do noszenia po wielkiej górze. Zjadła dwie nogi i troszeczkę grubej dupy. Gdy miała już zakładać na grzbiet sarnę nagle podbiegła mała sarenka, która wyglądała jakby urodziła się tydzień temu i położyła się obok trupa sarny i płakała. Sarenka nie zdawała sobie sprawy z tego, ze znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie. Sheo popatrzyła wokół i zauważyła, że wszystkei sarny mówią do siebie cicho ,, Ona przecież ją zabije " ,, Biedna mała sarenka " ,, Taka młoda i zginie " ,, To dla niej coś nowego, tym bardziej, że zabiłą jej matkę... jak by się czuła gdyby to jej zabito rodzinę '' Sheo zwróciła wzrok na małą sarenkę, która płakała i nie chciała przestać, Sheo jako iz była sama matką rozumiała ból tej małej sarenki i otarła jej łzy, starając się ją pocieszyć, jednak ona dalej płakała, a wokół non stop było słychać szepty. Sheo przystawiła pysk do ucha małej sarenki, sarenka popatrzyła w wielkie niebieskie oczęta Sheo. Sheo wypowiedziała słowa do jej ucha by nikt nie słyszał ,, Przykro mi... takie życie... '' po czym Sheo usiadła i zaczeła gadac z sarenką na różne tematy, żeby sprawić u sarenki uśmiech. Nie raz Sheo spowodowała uśmiech u sarenki, po czym sarenka rzuciła się w pierś Sheo tuląc się do niej
- Obiecaj mi jedno...
- słucham ?
- Nie poluj na nas... widzisz te sarny z czerwonymi kropkami na dupie ?
Pokazała sarenka Lili, bo tak się nazywała na 5 saren, które miały około 6 miesięcy
- Tak widzę
- Poluj na nie ! one są wredne i złośliwe i wszystkim mniejszym sarną dokuczają... proszę gdy będziesz znowu polować to poluj na nie
- Mam polowac na te z czerwonymi kropkami na dupie ?
- Tak... one zawsze mi przeszkadzały... jak będziesz polowac to na nie
Powiedziała sarenka i odeszła szukać nowej mamusi, która się nią zaopiekuje.
Wszystkei sarny zebrały się wokół niej zadając jej 5000 pytań, i każda chciała by została jej ,, nowym dzieckiem '' bo chciała zapewnioną ochronę. Sheo wrzuciła mięso sarny na grzbiet i zbliżała się w stronę domu. Po drodze wywaliła się nie raz ale się podnosiła jakby się nic nei stało i szła dalej...
Dotarła do góry, tam gdy zobaczyła widok szczątek swojej rodziny upadła. Mięso sturlała się na dół góry, jednak to olała... Zobaczyła szczątki swojej rodziny, swoje dzieci leżące martwe rozrypane na kawałki i niedźwiedzia, który zjada ostatnie szczątki ukochanego. Sheo rzuciła się na niedźwiedź rozrywając mu z wielką siłą całą głowe, po cyzm ją oderwała i wypluła. Za drzewami widziała dwa małe niedźwiedziątka na, które się rzuciła i także zabiła z zimna krwią. Wróciła do rodziny a łza leciała za łzą. WaterSheo połozyła się obok swoich dzieci i ukochanego. Wokół niej zrobiła się kałuża wody, która była wynikiem płakania Sheo. Wykopała duża dziurę w, której pochowała swoje maleństwa i ukochanego i zakopała je. Leżała na ,, niby grobie " swojej rodziny. Nagle się ogarnęła, a łzy wytarła, zeszła z góry i szła przez polanę ze zła miną, po drodze spotkała sarenka lili, i 5 starszych saren z czerwonymi kropkami na dupie, które jej przeszkadzały. Sheo bez zastanowienia rzuciła się na jedną z nich i zagryzła a reszta uciekła.
- SHEO !
- Hej...
- Dziękuje...
- Nie ma za co...
- coś się stało ? masz taka skwaszoną minę...
- Nie... chociaż..
Sheo usiadła
- Zabili mi rodzinę...
- Przykro mi... może zamieszkaj z nami ?
- Nie nie... środowisko sarn to nie moja bajka... chyba pójdę w świat
- No dobrze... może te sarny sie nauczą, żeby mi nie przeszkadzać !
- Może
Uśmiechnęła się i przytuliła sarenkę na pożegnanie i odeszła w świat...